powrót
Trzeci i ostatni poranek w jamie wstajemy o piątej gotowi do ataku szczytowego, niestety jest tak samo jak wczoraj...
ponad godzine czasu zajmuje mi odkopanie wejścia i poszerzenie przysypanego korytarza, na zewnątrz oczywiście zamieć śnieżna.
Po śniadaniu postanawiamy, schodzić na dół jeśli tylko troche poprawi się pogoda.
Po południu zamieć nieco słabnie i wychodzimy, dołącza do nas Bożena, natomiast Kaśka z Mateuszem decydują się zostać
jeszcze dzień i jutro zaatakować szczyt (oni wracają do kraju tydzień później niż my). Początek zejścia to ciężka walka
- z przełęczy trzeba wyjść 300m do góry łatwym terenem na plecy Czapajewewa. Ale teraz nie jest łatwo - widoczność jest
bardzo słaba, a stare ślady zasypane, więc musimy sami szukać drogi torując w głebokim śniegu. Było ciężko,
więc zdjęć z tego odcinka nie ma - zresztą i tak nie było wiele widać. Po dojściu na Plecy Czapajewa
robimy sobie przerwę i teraz już jest łatwiej.

czeka nas seria zjazdów po poręczówkach do dwójki

w trakcie zjazdów pogoda się poprawia...



poziomy odcinek śnieżnej grani nad dwójką przechodzimy już przy bezchmurnym niebie - jest zimno





namioty w dwójce rzucają długie cienie w świetle zachodzącego słońca


w obozie okazuje się że jest wolny namiot agencyjny więc nie musimy rozbijać swojego

rano jest bezchmurnie i bezwietrznie - idealny dzień na atak szczytowy, dla nas niestety czas już się skończył. Mateusz z Kaśką pewnie walczą na grani...
( Jak dowiedzieliśmy się tydzień później już w Polsce, Mateusz osiągnął wysokość ok 6600m, z powodu zbyt późnego wyjścia nie zdobył szczytu. )




te żółte punkciki w oddali na morenie lodowca to nasza baza - namiot Chrisa to ten pojedynczy z prawej strony

proszę państwa! - oto zaje**ste gogle AmericanWay UV 400 QUALITY GLASS ;)

... a tutaj wersja z QUALITY GLASSem

a tutaj równie zaje**sty sputnikowyj tieliefon wielkości i wagi cegły, który działa tylko z rozłożonymi bateriami słonecznymi

sporo ludzi w drodze na Czapajewa

obładowani schodzimy na dół



Ja z Chrisem zjeżdżamy z półwyblinki, natomiast Bożena z ósemki.
Obie metody sprawdzają się dobrze za wyjątkiem miejsc gdzie poręczówki są za bardzo napięte.









odpoczynek i herbatka w jedynce

do plecaków doczepiamy jeszcze pare rzeczy które tu zostawiliśmy

i w dół na lodowiec



z jedynki do bazy prowadzi umiarkowanie strome snieżne zbocze - pokonujemy je dupozjazdem

teraz tylko musimy przejść przez lodowiec

kiedy ostatnio opuszczaliśmy lodowiec był zaśnieżony - teraz śniegu nie ma - został tylko lód i kamienie
szukamy przejścia przez potok

śnieżny most ... może jednak poszukamy gdzie indziej

do bazy dotarlismy po ciemku, tam czekał na nas szef bazy - Misza, który zaprosił nas na kolację

powrót