powrót
do jedynki doszliśmy późno w nocy
Janek śpiący w sąsiednim namiocie cały czas kaszle i rano decyduje się schodzić na dół.
( Jak później dowiedzieliśmy się przez radiotelefon Janek w bazie dostał serie zastrzyków, a następnie
poleciał helikopterem na dół aby na mniejszych wysokościach leczyć wysokościowy obrzęk płuc.
Niestety dla niego to już koniec wyprawy )
Została nas piątka, Bożena dołącza do Mateusza i Kasi.

tymczasem idziemy na spacer aklimatyzacyjny

od tego miejsca już niemal na całej drodze są liny poręczowe

droga jest nastromiona średnio ok 45 stopni

fantastyczne widoki na lodowiec




kaszki dla niemowląt - nasze ulubione pożywienie na górze

wieczorem w jedynce



a to już poranne widoki

chmury robią niezłe widowisko

gigantyczna lodowa turnia wisi gdzies nad północną scianą Chana

grań i jej cień na chmurze

barwne pierscienie wokół słońca

koniec obijania się - trzeba wreszcie ruszyć tyłek

leziemy zanieść depozyt do dwójki, w tle wyprawa irańska ustawia sie do zdjęcia

biały kask i okularki z noskiem to Zipi, czyli ja

ze słońcem na tej wysokości nie ma żartów - trzeba się dobrze chronić


znowu lawina, i znowu w tym samym miejscu

przelatuje chyba z kilometr w ścianie

pyl snieżny z lawiny na chwile przysłania obóz pierwszy i drogę do bazy

w trudzie zdobywamy wysokość

powyżej nieźle dmucha

dochodzimy do skalnych uskoków

wspinanie jest bezstresowe, w jednej ręce dziaba a w drugiej małpa wpięta w poręczówkę



Zipi i lodowiec

Chris i chmurny Chan
tego dnia donieśliśmy depozyt na wysokość 5200 gdzie przytwierdziliśmy go do skałki

słoneczny poranek w jedynce - zamierzamy przenieść się do obozu przejściowego na 5200m

północna ściana Chana robi wrażenie


Chris w trudnościach

Zipi w trudnościach



niższy obóz II na 5200m - przez telefon satelitarny mamy kontakt ze światem

przed namiotem (5200m)

rzut oka na kazachską stronę o zmierzchu

to już Chan Tengri widziany z plato w obozie drugim na 5500m

powrót